Zielona sukienka z punto

Zabrałam się za szycie sukienki z modelu sprzed 40 lat 🙂 Wybrałam sobie fajną kieckę z Burdy nr 8 z 1973 r. o lubianej przeze mnie linii A z rękawkami.

Dopasowałam do siebie w tabeli rozmiarów rozmiar 42 i przerażona nieco tą liczbą przystąpiłam do kopiowania wykroju. Paradoksalnie, kopiuje się go łatwiej, niż ze współczesnej Burdy – wykrój jest w pojedynczym rozmiarze i jest czytelniejszy. Papier również jest grubszy, lepszej jakości i lepiej znosi radełko.

Starannie odrysowałam wszystkie części na tkaninie, nawet nie kroiłam z podwójnie złożónego materiału, tylko każdy kawałek osobno – kota można dostać, ale staranność przede wszystkim. Po sfastrygowaniu okazało się, że góra pasuje fantastycznie i nic nie będę musiała zwężać ani dopasowywać – hurra! Pierwszy raz w życiu 🙂

Sukienka składa się z kilkunastu (!) kawałków i będę miała po raz pierwszy w życiu okazję uszyć karczek i wszyć kołnierz – ambitnie 🙂 Największą trudność sprawiło mi do tej pory rozszyfrowanie niemieckiej instrukcji – część słów nie występuje w żadnym słowniku (rozpacz), ale kroczek po kroczku tajemnice się odkrywają. Pomogło na pewno sfastrygowanie całości (bez spódniczki tylko), przetarłam na sucho szlaki i zorientowałam się w konstrukcji. Z zagwozdek właśnie dumam nad kołnierzem, który składa się z 4 części, i na dodatek wierzchnia jest większa niż dolna, Jak go zepsuję, to kiecka nie będzie mieć kołnierza wcale, a co 🙂

Jako tkaniny postanowiłam użyć dzianiny tzw. punto w kolorze zielonego jabłuszka, zakupionej kilka miesięcy temu w Textilmarze. Co prawda naczytałam się na różnych forach, że strasznie się mechaci, ale kolor ma piękny, więc zaryzykuję.  Ostatecznie, na czymś muszę się uczyć 🙂

Dzianinę szyje się cudnie 🙂 Co prawda musiałam się nakombinować, jakim szwem zszyć zaszewki i nie jestem zbyt zadowolona z tego, jak leżą, ale mówi się trudno, nie potrafię ich niestety poprawić. Szyję w końcu ściegiem elastycznym, o kształcie zygzaka, szerokości 2,5 i długości 2,5. Stębnuję podwójną igłą i szwem o długości 1,8. Zastanawiałam się, czy zszywać boki na owerloku, ale jednak nie, obrzucę na nim tylko szwy. Owerlock też dał dziś do wiwatu; regulowałam go chyba z 40 min, zanim w końcu odpowiednia kombinacja naprężeń dała mi oczekiwany efekt. Aaaaa oszaleję kiedyś z tą maszyną 🙂

Oceniam, że sukienkę bez podszewki będę jeszcze szyć ze 2 wieczory. Zobaczymy, czy podszewka w ogóle będzie potrzebna – oby nie.

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. 27zima napisał(a):

    kolor cudny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *